Konkubinat
Obecnie instytucja małżeństwa przechodzi poważny kryzys. Coraz częściej młodzi ludzie nie myślą o ‘finalizacji’ związku i małżeństwie. „Po co nam zbędne papierki”- mówią…
Wiele osób decyduje się żyć „na kocią łapę” z różnych powodów: gdy nie mają własnego mieszkania, na drodze stoją finanse lub różnice kulturowe i religijne. Nie ma reguły mówiącej ile trwają takie związki - wszystko zależy od woli partnerów i ich osobistych potrzeb.
Konkubinat rozumiany jest jako trwałe pożycie dwojga osób płci odmiennej, które nie zawarły związku małżeńskiego. Trzeba zauważyć, iż wspólne pożycie par homoseksualnych nie jest konkubinatem w świetle naszego prawa. Jednak najbardziej pełną definicję konkubinatu zawiera wyrok Sądu Najwyższego: „wspólne pożycie analogiczne do małżeńskiego, tyle że pozbawione legalnego węzła. Oznacza to istnienie ogniska domowego charakteryzującego się duchową, fizyczną i ekonomiczną więzią, łączącą mężczyznę i kobietę."
Czym różni się konkubinat od małżeństwa?
Przede wszystkim tym, iż jest to nieformalny charakter związku. Celem konkubinatu jest pozostanie partnerów w takim samym pożyciu jak mąż i żona. Jeśli w takim związku pojawi się dziecko to konkubent, aby je uznać musi złożyć dobrowolne oświadczenie woli o jego uznaniu.
Dziecko uznane przez ojca korzysta nie tylko z praw do alimentów, ale także z prawa do renty rodzinnej po ojcu, dziedziczy z ustawy, a w razie nie powołania go do spadku przysługuje mu zachowek. Źródłem władzy rodzicielskiej jest pokrewieństwo, a nie faktyczne związki rodziców, jest ona sprawowana według tych samych reguł, co rodzice będący małżeństwem.
Tylko w jednym przepisie prawa jest mowa o konkubentach. W Kodeksie Cywilnym przeczytać możemy: „małżonek i inne osoby bliskie spadkodawcy, które mieszkały do dnia jego śmierci, są uprawnione do korzystania w ciągu trzech miesięcy od otwarcia spadku z mieszkania i urządzenia domowego w zakresie dotychczasowym". Jednak konkubenci nie dziedziczą ustawowo po swoim partnerze, chyba że zostanie sporządzony testament, w którym będzie mowa o przekazaniu majątku właśnie konkubentowi.
Czy konkubinat to samo zło?
Według kościoła rzymskokatolickiego wspólne życie przed ślubem to łamanie przykazań kościelnych. Księża otwarcie opowiadają się za tym, aby młodzi ludzie nie mieli takich doświadczeń przed ślubem. Jednak czy wspólne mieszkanie wiąże się tylko z samymi minusami? Otóż nie. Tylko podczas najróżniejszych sytuacji można dokładnie poznać drugą osobę. Wspólne zamieszkanie zmienia związek bezdyskusyjnie. Codzienne problemy, obowiązki pozwalają dostrzec nie tylko same zalety, ale również wady partnera. Randkowa rzeczywistość nie ma nic wspólnego z szarą rzeczywistością. Mieszkając razem można zobaczyć ukochaną osobę rozczochraną o poranku, bez makijażu, w stroju codziennym - po prostu taką, jaką jest na co dzień… Zakupy, sprzątanie, praca, codzienne obowiązki - to rzeczy, które mogą zjednoczyć bądź odseparować od siebie zakochanych. Nie każdy jest stworzony do życia razem, o czym można przekonać się dopiero podczas wspólnego zamieszkania. Taka „lekcja życia” przyda się na pewno każdemu, kto ma wątpliwości dotyczące przyszłości.
Mogłoby się wydawać, że wręcz zachęcam do konkubinatu. Tak nie jest, choć osobiście nie mam nic przeciwko niemu. Znam wiele osób, które żyją w takich nieformalnych związkach i są oni badzo szczęśliwi.
Trzeba pamiętać o jednym: każda podjęta decyzja przez partnerów powinna być dobrze przemyślana. Decydując się na wspólne życie czy to z „papierkiem” czy bez, trzeba przygotować się na wiele problemów oraz ponoszenie ich konsekwencji…
Zobacz więcej:
-
Garść najwspanialszych cytatów miłosnych (03.04.2009 21:19)
-
Miłość - czy takie uczucie naprawdę istnieje? (25.05.2009 11:50)
-
"Kocham Cię" w językach świata (25.05.2009 11:52)


















Komentarze:
Ja żyję obecnie w konkubinacie , mamy 1,5 roczne dziecko. Jestem po rozwodzie z mężem dlatego nie zamierzam wyjść ponownie za mąż. Małżeństwo nic nie gwarantuje ani wierności, ani opiekuńczości ze strony męża ani szczęścia rodzinnego. Dziwne ale po małżeństwie partnerzy szybko się zmieniają na niekorzyść. W konkubinacie jest mi dużo lepiej.... Nie czuję się jak kogoś własność i mój partner nie traktuje mnie jak swoją właśność.
od 3 lat mieszkamy razem. nie raz słyszeliśmy, że konkubinat to patologia. ja tam żadnej patologii nie widzę. życzę wszystkim parom, abym były tak szczęśliwe w swoich związkach jak my jesteśmy. ślub bierzemy, bo jest dla nas ważny i czujemy taką potrzebę. nasza decyzja nie jest podyktowana przez naciski społeczeństwa. jednak coś w tym jest, że konkubinat (w ogóle co to za ohydna nazwa) jest 'gorszą' komórką społeczną niż małżeństwo, chociaż bardzo często konkubinat tworzą młodzi, wykształceni i szczęśliwi ludzie, którzy żyją 'nowocześnie'.
Nie widzę nic złego, sama mieszkałam z chłopakiem przed ślubem. Z tym, że dla nas ślub był kwestią czasu. Byliśmy na niego gotowi mentalnie, ale nie finansowo więc chcieliśmy zaczekać. Konkubinat,w którym dwoje ludzi miałoby rezygnować zupełnie ze ślubu to nie dla mnie, choć uważam że i takie ludzkie wybory należy akceptować :)
Strasznie głupia ta nazwa "konkubinat". Brzmi to prawie tak jak ktoś by popełniał nie wiadomo jaki ciężki grzech, a wielu ludzi po prostu nie stać na ślub.
a czym różni się konkubinat od małżeństwa, papierkiem tym że się mówi mój mąż moja żona. Przecież to taki sam związek dwojga ludzi,żyje się tak samo raz jest dobrze raz zle. konkubinat to nie zło naprawdę
Kiedyś wydawało mi się, że życie w konkubinacie jest bez sensu, bo czemu żyjąc razem nie chcieć tego sformalizować, teraz jednak doszedłem do wniosku, że na prawdę nie ma sensu się śpieszyć.
Ludzie po przejściach często decydują się na konkubinat. Mi się jednak marzy, żeby być żoną;)
Ja bardzo długo o tym myślałam. Gdyby to wszystko się tak szybko nie potoczyło i gdybym nie zakosztowała tych wszystkich emocji związanych z weselem to pewnie mogłabym sobie to odpuścić, ale nie teraz :)
niektorzy nie sa stworzeni do zycia w małżeństwie. coż innego wtedy pozostaje jak nie konkubina... aczkolwiek ja nie rozumiem :D
Coraz wiecej ludzi decyduje się na życie w konkubinacie. Można by powiedzieć, że stało się to ostatnio modne. Ja jednak w tej dziedzinie wole pozostać staromodna:)
Nie widze nic złego w konkubinacie pod waruniem, że nie jest on patologiczny!!
Nie można mówić że w konkubinacie jest większe ryzyko zdrady/porzucenia itp W małżeństwie też gwarancji nie amsz-ale związek polega przecież na wzajemnym zaufaniu
Nie należy generalizować, nic nie jest albo czarne albo białe. Konkubinat jest nie dla mnie, bo chiałabym mieć męża i chciałabym być żoną, ale poznałam wiele kobiet, które żałują zawarcia małżeństwai i raczej już sie nie zdecydują powtórnie wyjść za mąż i wybiorą konkubinat
Zapraszam na blog poświęcony zdradzie oraz książce "Porady na zdrady. Podstawy detektywistyki dla żon i narzeczonych" http://poradynazdrady.blox.pl/html
Oj w końcu nie to dobre co dobre ale to co się komu podoba :)) Niech każdy robi tak aby być szczęśliwym - chociaż ja uważam ślub za wspaniałą sprawę !!!!
wydaję mi się, że jak nazwie się mieszkanie razem przed ślubem wprost tzn KONKUBINAT a nie " mieszkanie na kocią łapę" itp to wtedy jakby mniej osób wypowiadało się pozytywnie na ten temat.... bo tak jak nazwa tak sama zabawa w małżeństwo nie jest ok...
nie każdy jest na tyle dojrzały, by wziąć z kimś ślub... stąd taka popularność konkubinatu
Kazdy ma prawo wyboru,jednak ja nigdy bym nie zgodzila sie na zycie w konkubinacie...
każdy ma wybór :)
Ja nie ma nic przeciwko parom które się na to decyduję, szanuję ich decyzję. Jednak sama chyba nie chciałabym żyć z partnerem w taki sposób.
Ja również czytałam bardzo podobny artykuł na onecie i nie mam nic przeciwko życia na kocią łape.
do małżeństwa trzeba po prostu dojrzeć, my mieszkamy razem od 2 lat, a ślub planujemy za rok i wszystko w swoim czasie
ja troche żyłam w konkubinacie, powiem tak...lekkie ryzyko...
nie odważyłabym się na życie w konkubinacie...
nie wiem co o tym myśleć, ale prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie czegoś takiego :)
my na razie cały czas jesteśmy w konkubinacie, mamy półtoraroczne dziecko, kochamy się, znamy się bardzo dobrze.... i mieszkamy razem. jeśli przyjdzie czas na ślub, nie będę przeciwna. jednak mój partner bardziej jest za tym, by wziąć ślub ;) mi jest tak dobrze. wiadomo, że w duchu.... każda z nas marzy o MĘŻU (nawet jeśli się nie przyznaje)
życie w konkubinacie to nic złego - sama w nim żyłam..
podzielam zdanie z artykułu "Decydując się na wspólne życie czy to z „papierkiem” czy bez, trzeba przygotować się na wiele problemów oraz ponoszenie ich konsekwencji…" ja tam wolę jedna małżeństwo
dzisiaj na onecie byl o tym artykul.. sprawa nie jest fajna i raczej bym na to sie nie pisala.
Konkubinat jest nie dla mnie.... wolę miec męża a maż woli mieć żone :):) osobiście nie mam nic przeciwko osobom które żyją w konkubinacie... jednak życie czasem płata różne figle a w małżeństwie jest łatwiej....
jestem za a nawet przeciw:)