Inteligentna, piękna, zabójczo sympatyczna Pani Charlston


Sobota vol.3 wg socjopatycznej P.Charlston
Moi Drodzi Moi Mili....
Noc. Środek nocy. Godzina coś po 3 w nocy (nad ranem?)
Telefon.
- Słucham?
- Co robisz Charlston? Śpisz? - słyszę pijany głos mojej Drogiej M, w tle jak zwykle odgłosy szalonej imprezy.
- Nie. Nie mam spania, nie mogę zasnąć... - co jest zgodne z prawdę. Nie, nie jestem na fantastycznej imprezie, nie popijam ulubionego drinka, nie plotkuję ze znajomymi, nie obrabiam nikomu tyłka za jego placami. Wręcz przeciwnie, czytam książkę, objadam się lajkonikami juniorkami, piję gorącą herbatę, ubrana w zimowy polar i przykryta pod samą szyję kołdrą z barana (bo ponoć jest zdrowa).
- Słuchaj, przyjdź, ja zaraz kończę pracę - tak, kończy pracę i jest pijana jak bela
- Nie chce mi się. Czytam.
- To ja przyjadę. Na fajkę. Odlać ci z 2 drinki do butelki? - Droga M czasami
Słodycze!
Moi Drodzy, Moi Mili...
Niedziela. Klęski wielkie Polszę znowu dotykają - a ja czekam na deszcz jak debil. I mam to niestety wszystko trochę w nosie. Co nas nie dotyczy - nas nie obchodzi. Całkiem prawdziwie się przyznaje. Aczkolwiek jak zobaczyłam film jak obdzi
erano psa tak żywcem to ryczałam jak idiotka pół dnia - w między czasie z tego smutku łykając coraz więcej alkoholu i paląc coraz więcej papierosów.
Żyję nie zdrowo. Nawet lekarze mi to juz mowią. Czuję się coraz gorzej. Powoli choruje na coraz to nowsze choroby do ktorych nie przywiązuje aż takiej wagi. Nie są na tyle iststne rzeczy chyba. D***. Nie prawda. Nie zawsze.
Pani Charlston jest nalogową palaczką, często nie je, na śniadanie 'je' kawę i papierosy i gazety, ma slabość wielką do alkoholu i wielu uzywek ktore sprawiają że P.Charlston może
Sobotni, poranny Charlston ujęcie 2.
Moi Mili, moi drodzy.... Moi towarzysze broni...
Witam Was w ten oto sloneczny sobotni poranek, który zachęca z całej siły aby ruszyć nad wielkie wody opaalać tyłek. Do czego Was, moi Mili zachęca ta piękna sobota? Czyżby ktoś sie żenił? (ha ha) Ktoś ogląda poranną ramówkę polsatu? Ktoś robi śniadanie dla męża? Ktoś robi śniadanie tylko dla siebie? Ktoś już nakarmił i wyprowadził na spacer psa? Ktoś leczy piatkowego kaca? Ktoś piję kawę i przegląda gazetę? Ktoś rozkminia czy jutro Kaczyński czy Komorowski? Ktoś placze nad swym nędznym losem? Ktoś wpada w depresje?
Niestety - stety ja sobotni ten poranek spędzam raczej inaczej... Otworzyłam oczy po 7 rano, po zaledwie kilku godzinach snu, zrobiłam zamowienie na fajki i wino - które już dostarczone zostało. Wziełam prysznic. Zapaliłam
Quem di diligunt, adolescens moritur
Dawno mnie nie było hmm :?
Ale nie ma co się mazać - jak zwykle wracam, w najmniej oczekiwanym momencie, w najdziwniejszej chwili, o dziwnej godzinie... brrr
Więc... (zdania nie wolno zaczynac od 'więc"!) teraz czas na bajkę....:
Ubiegłaj nocy, zapijając smutki, gdzieś w moim mieście, które wcale nie różni się tak wiele od Waszych miast - Moi Mili - byłłam elfem. A dokładniej byłam Arweną, M był Legolasem A była Gandalfem (chociaż na początku chciała być Sauronem, ale nie dziwie się jej - nie zna się na WP), Ja i Legolas dotykaliśmy ogromnego drzewa zdając sobie sprawę że to nasza matka. Legolas stał na straży praw i obowiązków zwierząt, ja byłam królową i chciałam ratować świat wraz z moimi wiernymi ludźmi a Gandalf zamilkł na to wszystko i patrzyła w dal zawładnięta przez siły
Beat The Devil's Tattoo /
Proszę:
Prawda że ładne?
Moja piosenka od czasu jakiegoś ciągle słuchana i śpiewana bez otwierania ust, ale śpiewana. Chodzi mi po głowie i pozwala dać na wstrzymanie. No i wyluzować się daje. No i w uczucie dziwne mnie wprowadza...
Macie takie swoje numery? Numery Szlagiery Na każdą NiePogodę i Pogodę Też?
Dawno moi Mili nie pisałam Dawno moli Drodzy i Towarzysze Broni nie dawałam znaków życia żadnych.
Jakoś ostatnio wszytsko się miesza na każdym froncie. Każdy front jest bez sensu. Znaczy się Pozornie jest super. Naprawdę. Nic nic nie zdradza, super, ekstra. Ale jakby bardziej rozkminić to średnio jest.
Może to taki właśnie błąd takie rozklinianie? Takie rozbijanie na części pierwsze wszytskiego? Jak człowiek szuka to zawsze znajdzie COŚ. Tajemnicze COS wkrada się w
BulletProof / Revolver - Volver
if the worst comes to the worst / No pain, no gain
Dzisiaj bez piosenki-udręki.
Nie przychodzi mi żadna do głowy. Żadna która wpada w klimat tego nędznego poniedziałku. Chyba nie zawsze znajdujemy odpowiednie piosenki.
Jak już wspomniałam - chora byłam. Ale żyję. Jakość mojego życia jest szemrana i wątpliwa ale żyje. Jak zwykle na tarczy. Ale żyje.
Chciałabym nieść Wam Moi Mili Serca Bohaterowie niczym gołąbek pokoju dobre nowiny. Coś super. Coś co lubimy. Coś co się fajnie sprzeda. Coś dla każdego. Coś ładnego. Coś modnego. Coś drogiego. Coś wesołego. Coś Cokolwiek. ALE. Ale muszę jak zawsze zawieść. Moja wina. Głupi Charlston. Nie ma międzyplanetarnego shitu. Nie ma zabawnych anegdot. Nie ma radosnej piosenki. Nie ma fragmentu książki. Textu.
Wypiłam dziś dużo kawy. Spaliłam wiele papierosów. Jabłko zjadłam. Brzydko się
Pani Charlston SALE !!!!

Czarny Pasterz
Tha.. Moi Drodzy zebrani ku chwale mojej, podnieście dumnie kubki z kawą w waszych biurach i wznieście toast wraz ze mną wołając: Ku chwale! Wiktoria! Charlston! Amen! Omen!
Dziękuję.
Wolność wiedzie mój umysł na barykady i sieje spustoszenie jak w Guernice.
Mili Moi, Towarzysze Broni zebrani oto tu na tym łzami zalanym ziemskim padole, na łące pokrytej błotkiem... daję wam świadectwo cenne niczym najlepsze auto w Waszym mieście. Świadectwo tak cenne że nie godna jestem nawet o nim wspominać, myślec. A jednak. Wyciągam do Was ręce, tulę Was do serca swego miłością skalanego ogromnie, nadzieją wypełnionego po brzegi, złamanego w kilku miejscach, pewnie nie całkiem zdrowego przez wzgląd na życia tryb mój destrukcyjny ( dr House na pewno się wyzna na mej chorobie ). Tulę Was tak i mówię że będzie dobrze. Nie
Grinch.
This is a call of arms to live and love and sleep together
We could flood the streets with love or light or heat whatever
In a couple of years
Tides have turned from booze to tears
And in spite of the weather
We could learn to make it together
No to mamy kawałek na ten oto smetny poniedziałek. Eh.
Marzyła mi sie rewolucja. Dostałam Rewolucję. Marzyłam o zmianach. Dostałam Zmiany. Kiedyś ktoś mądry powiedział:
- Uważaj o co prosisz - możesz to dostać.
A ja uważałam, nie podejmowałam pochopnych decyzji. Żyłam po włosku. I cieszą mnie zmiany i rewolucje moje. Bo to tak chyba jest, że nie spodziewasz się, robisz swoję, żyjesz po swojemu i bang! bang! I masz.
Nie zmienia to faktu że boję się wielu rzeczy. Staram się o tym ogólnie rzecz biorąc nie myśleć. Nie myśleć o moich różnych obawach. Wiem, że jeśli będę o czymś














