Sobota vol.3 wg socjopatycznej P.Charlston
Moi Drodzi Moi Mili....
Noc. Środek nocy. Godzina coś po 3 w nocy (nad ranem?)
Telefon.
- Słucham?
- Co robisz Charlston? Śpisz? - słyszę pijany głos mojej Drogiej M, w tle jak zwykle odgłosy szalonej imprezy.
- Nie. Nie mam spania, nie mogę zasnąć... - co jest zgodne z prawdę. Nie, nie jestem na fantastycznej imprezie, nie popijam ulubionego drinka, nie plotkuję ze znajomymi, nie obrabiam nikomu tyłka za jego placami. Wręcz przeciwnie, czytam książkę, objadam się lajkonikami juniorkami, piję gorącą herbatę, ubrana w zimowy polar i przykryta pod samą szyję kołdrą z barana (bo ponoć jest zdrowa).
- Słuchaj, przyjdź, ja zaraz kończę pracę - tak, kończy pracę i jest pijana jak bela
- Nie chce mi się. Czytam.
- To ja przyjadę. Na fajkę. Odlać ci z 2 drinki do butelki? - Droga M czasami wpadała na dziwne pomysły, na przykład jak chciała zrobić porządne wejście, wykazać się tym, jak bardzo jest szczorda, przelewała drinki do butelki po coli i chwiejnym krokiem w godzinach środkowo nocnych niosła mi ową butelkę w glorii chwały aby się przyjacielsko podzielić.
- Nie M. Spotkajmy się w dzień, co? jest po 3 w nocy, jesteś pijana, idź się przespać.
- Boże... ja ciebie nie poznaję Charlston! - rozłączyła się.
Rano. 8 Rano. Telefon. Mój luby budzi mnie i oświadcza że wysiadł prąd mu w domu i mu się nudzi i o mnie pomyslał. Fajnie. Ale ja śpie.
Później. Albo raczej teraz. Zjadłam kilka śledzi, sałatkę z tuńczyka po hawajsku, wypiłam 2 kawy, zrobiłam zupę pieczarkową, spaliłam pół ramki fajek i nadal nie zrobiłam się na bustwo. Ta.... jestem bardzo porządna. Jestem grzeczna.
Nie umieram z powodu depresji, nadmiaru medykamentów, nie mam kaca ani myśli destrukcyjnych. Wypiłam 5 łyzek stołowych melisany klosterfrau i jestem oazą spokoju.
Jestem z siebie naprawdę dumna. Jak tylko w końcu zrobię z siebie człowieka, bezbłędnie nałoze warstwę tapety (która przykryje zmęczoną życiem, fajkami i Bóg wie czym jeszcze moją postarzałą cerę) ubiorę się jakoś w miarę godnie - odwiedzę Drogą M na kawie oraz kieliszeczku winka (tato M często dostarcza jej swoje domowe wyroby). Następnie odbiorę długi i skoczę na miasto zrobić zakupy dla mojego lubego. Następnie wrócę do domu i czytać będę nadal. Jestem grzeczna.
Czy Wy też jesteście grzeczni Moi Drodzy? Moi Mili?
;> xoxo

















Co do mojej grzeczności to chyba jestem aż za grzeczna.
Pozdrawiam :* .
P.S czyli jest już jakiś luby ?? :))