Sobotni, poranny Charlston ujęcie 2.
Moi Mili, moi drodzy.... Moi towarzysze broni...
Witam Was w ten oto sloneczny sobotni poranek, który zachęca z całej siły aby ruszyć nad wielkie wody opaalać tyłek. Do czego Was, moi Mili zachęca ta piękna sobota? Czyżby ktoś sie żenił? (ha ha) Ktoś ogląda poranną ramówkę polsatu? Ktoś robi śniadanie dla męża? Ktoś robi śniadanie tylko dla siebie? Ktoś już nakarmił i wyprowadził na spacer psa? Ktoś leczy piatkowego kaca? Ktoś piję kawę i przegląda gazetę? Ktoś rozkminia czy jutro Kaczyński czy Komorowski? Ktoś placze nad swym nędznym losem? Ktoś wpada w depresje?
Niestety - stety ja sobotni ten poranek spędzam raczej inaczej... Otworzyłam oczy po 7 rano, po zaledwie kilku godzinach snu, zrobiłam zamowienie na fajki i wino - które już dostarczone zostało. Wziełam prysznic. Zapaliłam papierosa. Otworzylam wino - wierzcie mi, nic tak nie smakuje jak poranne wino i fajka! No i piszę do Was donosy z pola bitwy.
Wasze zdrowie!
Opuszczona zostałam w pokoju, ramówka polsatu musi byc o niebo ciekawsza od porannego Charlstona.
Eh... Moi Mili... mam wielką nadzieję że w moim nędznym życiu nie szykują się az tak wielkie zmiany... myślę o tym caly czas. Ja chciałabym poukladac sobie wszystko inaczej trochę. Zgodnie z planem. Niestety obawiam się że moj plan jest zawodny i nie uwzględnił kilku rzeczy. I bum. Łykam nową tabletke na ból głowy, realizuję receptę od doktora potwora na smutek, uśmiecham się pięknie, kupuję nową boską torebkę, ładnie się maluję, jestem bardzo jak zwykle miła i towarzyska, chyba sezon na mnie wrócił. DramaKłin musi odejść w niepamięć, zresztą pomimo wielu zapewnień wcale nie sprawdza się bycie asertywnym i twardym.
Jestem hipokrytką i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Mówię: Nie. Robię: Tak. Rzucam fajki - palę fajki.
Gram w programie survivalowym. Codziennie. Przegrywam z reguły.
Także jedyne co mi pozostało to poranne sobtnie wino.
Całuje.

















Pozdrawiam i powodzenia w survivalu;)