

Nowy dzień
Jest nowy dzień i w głowie pomysł by wszystko zacząć jeszcze raz, bezwględu na wszystko, nie ogladając się na nic...proste, ale tylko jak się o tym mówi. Juz widzę te spojrzenia i komentarze ze strony rodziny męża, jak to nie przyjechali, odmówili..niemozliwe. Męzowi tez łatwo sie mówi, nie przejmuj się, ważne, ze my jesteśmy....ale mi nawet siostra odmówiła( powiedziała,ze nie ma czasu, bo zaczęła drugi kierunek studiów i będzie miała rozpoczęcie roku akademickiego:()
jest mi smutno, ale jeszcze się nie poddaje:) cóż ich strata, skoro dla nich to za daleko...to trudno. Pora zebrać się i szukać dalej figurki na tort:)zastanawiam się nad smakiem , bo uwielbiam słodkie:)
Dobranoc do jutra
Nareszcie koniec tego fatalnego dnia...przestałam myśleć przez moment o weselu...skupiłam się na sobie, na chwile smutki odeszły. mówi sie trudno, z mojej strony nie bedzie prawie nikogo( a miało być 50 osób) jakis zbiorowy bunt, ach szkoda słow. Ślub za 24 dni, a ja mam mętlik w głowie co teraz, jak się zachować i jaki to wszystko ma właściwie sens. Jutro pójdę kupić buty, może wreszcie się uśmiechne. Może zrobię coś tylko dla siebie i zapomnę ,że mam tak beznadziejną rodzinę...
Ubranko
No i mamy klops! Dziś kurier przyniosł ubranko do chrztu i okazało się,że jest za duże( więc musimy odesłać,żeby wymienili na mniejsze...dobrze,ze kupiłam wcześniej i jest czas żeby wymienić:) Brzuch boli dalej:( po buty nie poszłam.
ten mój dzisiejszy dzień...niech się wreszcie skończy
Dziwny dzień
Kolejny fatalny dzień...rozpoczęty dziwnym telefonem od jednej z ciotek( zbuntowała mi pół rodziny i jeszcze stawia dziwne warunki) chodzi oczywiście o przyjazd na ślub. Jestem coraz bardziej załamana. dziś mialam iśc kupić buty ślubne, ale przez to wszystko mam ochote odwołać cała impreze! Do tego boli mnie brzuch- już nie wiem czy to nerwy czy coś innego..wszystko mnie dziś drażni!!
staram się jakoś wyciszyć...może uda się nie zwariować
p.s. nie ma to jak rodzinka( obcy ludzie nie robią tyle szumu z przyjazdem na slub)
smutno mi
Jak wiadomo ślub i wesele to równiez goście, których się zaprasza,a w zaproszeniu prośba o potwierdzenie-standrad. Człowiek szczęsliwy , bo rozdał lub wysłał zaproszenia i czeka....miło gdy ludzie potwierdzają , tak będziemy i bardzo jest nam miło...gorzej gdy kolejna osoba dzwoni...i odmawia:( jest mi tym gorzej , bo jak na razie to z mojej rodziny pojawiły się odmowy( dziwne wymówki i tym podobne) w sumie najważniejsza jest dla mnie nasza wspólna ceremonia i nasze święto, a z drugiej strony będzie mi strasznie przykro jak okaze się, że z mojej strony będzie niewiele osób, a miało być takie wielkie wesele( chyba tylko w planach:()
aż odechciało mi sie cokolwiek przygotowywać....smutno mi:(
Szary dzień
Poranek jak zwykle obudził mnie szarą rzeczywistością...pielucha, karmienie,potem śniadanie dla męża i łyk czerwonej herbaty na pobudzenie zmysłów, które jeszcze śnią niekoniecznie o niebieskich migdałach....nawet dzis ładna pogoda, można rozjaśnić szarość spacerem, ale chęci jakoś brak( trzeba będzie się zebrać i tak , bo maluszek musi mieć spacer) póki co czeka na mnie sterta prania do prasowania i drugie tyle do prania. Zwykle lubię moją rutynę dnia codziennego, ale czasami chciałbym tak po prostu wyjść ( na przykład jak parę lat temu do szkoły) i nie martwić się sprzątaniem, obiadem i byciem dla wszystkoich 24h na dobę...hmm marzenia...
plan
plan działania na ten tydzień
1. nie zwariować
2. mieć czas dla siebie
3. nie martwić się na zapas
4. kupić buty, koszulę
5. zamówić podziękowania dla gości
6. zapisać się do fryzjera
7. wybrać muzykę do filmu z wesela
8. wybrać plener na zdjęcia
9. spakować się
10. oddać obrączki do czyszczenia
a jeszcze tyle przed nami...
26 dni do ślubu
Za 26 dni powiemy sobie sakramentalne ,,tak'' , mam wrażenie ,że to już za chwilę i z jednej strony bardzo się ciesze, a z drugiej boję , czy wszystko się uda. W sobotę kupiłam już bieliznę i wiecie co się okazalo , jak przyjechałam do domu..ze na szwie jest dziurka, której nie zauważyłam...jestem wściekła. na szczęście reszta zakupów okazała sie bez wad. Nadal nie mam butów, ale mam nadzieje w tym tygodniu kupić, bo zaraz wyjazd. Jak wyjadę z domu to wróce za miesiąc, sama nie wiem co włożyć do walizki, ta nasza polska pogoda zmienia się i nie wiem czy nas śnieg nie zastanie nas w październiku.
Próbuje nie stracić cierpliwości
Ślub tuż tuż, a ja nadal w proszku. Zastanawiam sie jak to wszystko ogarnąć, chyba zrobię jakiś plan działania:) Za dwa tygodnie wyjeżdzam do miejsca zaślubin, wtedy zacznie się na dobre, totalny chaos i pewnie niejedna kłotnia( bo pól rodziny chce decydować jak ma wygladać mój dzień) muszę zacisnać zęby i jakoś dać radę. Najważniejsze żeby ten jeden dzień byl udany, reszta się nie liczy. Jutro zakupy i będę wybierać bieliznę slubną;) mam nadzieje,że szybko zrobię te zakupy , bo nie lubię zostawiać mojej Tosi:)
nareszcie jakas decyzja
Chyba wreszcie zdecydowałam się na melodię do pierwszego tańca, Anna Jantar ,, moje jedyne marzenie''. podoba mi się tekst i myśle, ze gosciom tez sie spodoba. przynajmniej jeden kłopot mniej, chyba, ze z jakiegos powodu zmienie zdanie....zobaczymy


















