

Hmmmm....
Dwa razy wgrało mi jeden wpis, wię niniejszy przerabiam na coś nowego. A co!
Mama strasznie dużo gadania w pracy przez telefon. A potwornie mi się nie chce. Jakiś niechciej mnie dopadł dziś totalny.
Może dlatego, że znów wracają upały i jestem przez nie ledwo żywa...
A może przez to, że nie maiałam jeszcze urlopu, a widoki na niego są marne...
A może przez to, że po prostu tak...
Ehhh... Trzeba jakoś naładować baterie wewnętrzne. Macie jakieś pomysły jak?
HELLO!!! :-)
Witam Kochani po dłuuuugirj przerwie!
Ehhh.... stęskniłam się za Wami.
Ostatnimi czasy miałam tyle praacy w tygodniu, że nie maiłam kiedy się tu zalogować. A po powrocie z pracy do domu na widok kompa dostawałam alergii... nie mówiąc już o używaniu go...
Tak więc zaniedbałam ślubowisko i Was potwornie. Ale cóż. Okazuje się, że 24 godzinna doba to czasem za mało, żeby pogodzić to co się musi z tym co się chce i lubi.
A weekendy? Hmmm.... no tu też łatwo nie było, bo z okazji ładnej aury na zewnątrzwykorzystywaliśmy je do ucieczek z zasmrodzonej Warszawki i odcinaliśmy się od zdobyczyczy cywilizacji (przynajmniej częściowo). Jako, że w najbliższym czasie nie zanosi się u nas na wyjazd wakacyjny, łapiemy słońce i odpoczynek na raty.
To tak, dla wiadomości wszystkich, którzy zastanawiali się gdzie się podziałam. 
Postaram się jakoś częściej tu zaglądać i służyć radą i pomocą.
Mam nadzieję, że troszkę za mną tęskniliście?
UFFFFF........
Właśnie podali sondażowe wyniki wyborów!!! Komorowski górą!!!!!!!!!
Oby się potwierdziło, oby tak było w rzeczywistości. Różnica głosów nie wielka, więc pod skórą lekki niepokój...
Ale odetchnęłam z ulgą. Już bałam się, że trzeba będzie pakować walizki i uciekać z Kaczogrodu!!!
ZOSTAJEMY!!!! Mamy prezydenta!!! Brawo Panie Komorowski!!!!Brawo Panie Prezydencie!!!
Frekwencja też może cieszyć, bo ponad połowa obywateli tego kraju przebudziła się do życia odpowiedzialnego, obywatelskiego!
Wybory
Kochani!
Zostały niespełna 2 godziny na oddanie głosu w wyborach.
Ci, którzy jeszcze nie zagłosowali niech idą. Każdy jeden głos się liczy!!!
Nie będę agitować z konkretnym kandydatem. Przytoczę tylko pewien tekst, który dostałam sms'em:
Trzy znaki dla narodu:
Znak Pierwszy - na wiesć o locki Lecha Kaczyńskiego na wiec na grobach katyńskich mgła zapadła nad Smoleńskiem - znak zignorowano.
Znak Drugi - na wieść o pochówku LK na Wawelu wulkan wyrzucił pył uniemożliwiający przylot osobistości - znak zignorowano.
Znak Trzeci - na wieść o kandydaturze Jarosława na Prezydenta wody zalały Polskę - niezignorujcie tego znaku!!!To już ostatni! Cierpliwość Opatrzności już się wyczerpała!
A teras: MARSZ DO URN!!!!

Dziwne to życie...
Wyautowałam się ze ślubowiska ostatnio. Nie miałam nastroju. Ochoty...
W miniony poniedziałek bo bardzo krótkiej (3 tygodnie) i bardzo ciężkiej chorobie odeszła moja babcia...
W dzieciństwie byłam z nią bardzo związana...
Od tamtej chwili chodzę jakaś taka dziwna, ospała, otłumaniona... W czwartek był pogrzeb...
Nie znoszę takich uroczystości. Tym bardziej, że moja sytuacja rodzinna nie jest łatwa.
Od poniedziałku nie mam już dziadków. Wszyscy odeszli. Zostali mi dziadkowie męża, i oby cieszyli sie dobrym zdrowiem jeszcze wiele lat, bo są wspaniali. Ale swoich już nie mam. Smutne...
Weselicho czas zacząć!!! PART VI
Niedługo po oczepinach zrobiliśmy podziękowania dla rodziców. Parę słów od nas, sto lat i wspólny taniec do "Kormoranów". Tak, zeby było neutralnie.
Weselicho trwało do 7 rano. Wniosek z tego, że goście bawili sie dobrze. Nawet jak zespół się zmył to my siedzieliśmy, piliśmy, śpiewaliśmy.
W końcu udało się dotrzeć do pokoju. Obydwoje już byliśmy mocno padnięci. Szybki prysznic i SPAĆ!!! Choć troszkę.
O 14.00 rozpoczęły się poprawiny i trwały... do późnych godzin nocnych.
Jutro mija nasza pierwsza rocznica ślubu. Już minął rok, a nam wydaje sie jakby najwyżej miesiąc. Obrączki straciły już blask nowości, ale miłość trwa. I jest wciąż silniejsza!!!
Jeszcze kilka fotek z weselicha:









Weselicho czas zacząć!!! PART V
OCZEPINY
Jako, że obydwoje z mężem nie jesteśmy zwolennikami tradycyjnego podejścia do oczepin, nie lubimy zabaw ani konkursów, u nas była wersja mini. Co to znaczy?
Najpierw ja miałam wykonać rzut bukietem. Dlaczego? Bo welonem nie chciałam, bo zbyt tradycyjnie i bukiet lepiej leci.
Wykorzystałam bukiet mojej świadkowej. Swój chciałam ususzyć, żeby spalić w pierwszą rocznicę, więc wolałam nie ryzykować rozwalenia go.
Pierwszy rzut i ...... bach! na podłogę. Robimy repetę. Drugi rzut i...... jest!!! Tuż przed podłogą złapała go Kasia - kuzynka męża.
Teraz jego kolej. Musznik gotowy, kawalerowie też i..... bach musznik wylądował wprost u klawiszowca z zespołu. Repeta. Muzyka, akcja i.....bach! na ziemię, ale dzielny Kuba, nasz przyjaciel podniósł i stwierdził, że nie odda!!! 
Weselicho czas zacząć!!! PART IV
Po sielsko - zabawno - wiejskiej cześci znów rozkręciła się zabawa.
Tu czekała na nas niespodzianka. Moja siostrzyczka - Martusia wyskoczyła na scenę i z piękną dedykacją dla nas odśpiewała nam piosenkę Pauli "Od dziś". Mieliśmy więc swój drugi specjalny taniec. Od tamtego momentu zawsze się wzruszam jak słyszę ten kawałek.
Zresztą od tamtej pory ta piosenka stała się kolejną "naszą" piosenką.
Martusiu, po raz kolejny BARDZO ale to BARDZO CI DZIĘKUJEMY!!!!
W następnej części opisze oczepiny, ale zanim do nich przejdę, to dodam, że moja siostrzyczka została pod koniec zaproszona na scenę przez zespół i chyba przez godzinę to ona śpiewała z kapelą zamiast wokalistki. Aplauz (szczególnie naszych kumpli) był powalający!!!




I jeszcze nasza piosenka:
Weselicho czas zacząć!!! PART III
Jestem!!! Ciężki tydzień w pracy i alergia na kompa po powrocie do domu spowodowały obsuwę w pisaniu bloga. Ale nadrabiam zaległości:
Po powrocie z pleneru chwilka spokoju i weselnej zabawy, a potem TADAM!!!! Wjeżdżamy z tortem. Chcieliśmy mieć go wcześniej niż o północy, bo sami wtedy zwykle nie mamy ochoty na takie słodkości. Tort wyszedł pięknie. Bardzo się wszystkim podobał. Pierwsze krojenie i degustacja... mąż mój kochany pakował mi do ust tak wielkie kawałki, że mnie zatkało i musiałam się bronić przed kolejnymi kawałkami! Za to dostał kremem po nosie!!! ;-)
potem wspólnie z kelnerami rozdawaliśmy tort naszym gościom i wsłuchiwaliśmy się w głosy i jęki zachwytu, co nie ukrywam, było bardzo miłe.
Jak już wszyscy pokrzepili sie słodkościami zabawa rozkręciła sie na nowo. Nasza kapela
Weselicho czas zacząć!!! PART II
No i pojechaliśmy na ten plener nieszczęsny...
Mimo, że fotki wyszły fajne, wstawka w filmie też niezła, to wkurzył mnie ten palant kamerzysta tak, że prawie go tam rozszarpałam!!! Co za dupek!!! Przegonił mnie w tej kiecce i na obcasach po alejkach z błotem!
Bo on musi mieć swoje ujęcia i już!!!
"O nie mój drogi!!! Nie ze mną te numery! Mam w dupie Twoje ujęcia. To jest mój ślub, to będzie mój film i zrobisz to tak, jak ja chcę!!! Rozumiemy się?"
Zrozumiał... Zresztą nie miał wyjścia za bardzo...;-)
Spotkaliśmy tez w parku na podobnej sesji inną Parę Młodą i wychyliliśmy wspólnie szampana na szczęście!!!
A jeśli chodzi o efekt tej godzinnej eskapady, to chyba było warto. Zresztą spójżcie sami:






















