Nieporozumiewanie się małżeńskie
"Małżeństwo bez drobnych nieporozumień byłoby prawie czymś takim jak wiersz bez"r" " Georg Christoph Lichtenberg
Taaa... to znaczy czym? Jak to rozumieć? Dosłownie? :
wiersz - r = wiesz hmmmm....
Wiesz.
Nie brzmi to zachęcająco, bo pokażcie mi małżeństwo trwające bez drobnych nieporozumień. Takie, które trwa dłużej niż 1 dzień, tydzień czy miesiąc. I co oni WIEDZĄ?
Bez sensu.
No więc nie dosłownie.
Wiersz - r = już nie wiersz
Czyli małżeństwo bez drobnych nieporozumień to już nie malżeństwo. Jak nie małżeństwo to co?
Ehhhh...
A cały ten temat to dlatego, że się wzięłam i nieporozumiałam z mężem mym własnym osobistym. On dziś jakiś niedospany, drażliwy. Ja też coś w niespecjalnym humorze. I tak on jedno słowo - ja jedno, on 2 następne i ja 2 kolejne i... wiadomo jak to jest...
Wynika więc, że małżeństwem jesteśmy jak wiersz z r. Nic tylko się sprzeczać. Ehhh...
Wracam pooglądać Bruce'a Willisa jeszcze młodego w Szklanej Pułapce 2. Chociaż na jednego fajnego faceta dziś popatrzę...


















W pojedynkę. Sama. Jak za dawnych (ha ha ) czasów cosmosingielstwa. Dowiedzieć się kilu mądrych rzeczy o związkach. I stosować je w życiu.
Eh. Juti. Potrzebuję Mentora Związkowego.
Znaczy się ja o tym nie mam zielonego pojęcia - nie mam męża, nie mieszkam z żadnym mężczyzną itp.
Ale tak mi się wydaje. Grunt że wszystko jest ok. Człowiek jak jest właśnie niewyspany, zmęczony (wiem po sobie) potrafi zdenerwować się każdą bzdurą.
AAAAAle...
Niech słońce nie zachodzi nad naszym gniewem - ładne ;)
Na zasadzie 'Niech słońce nie zachodzi nad naszym gniewem":. ;-)