My razie mieszkamy na codzień daleko od siebie, mamy osobne konta, oficjalnie kasa jest wspólna i myślę, że po ślubie nic się nie zmieni. Wydatki planujemy razem. Chociaż mój narzeczony ma jednak wciąż taki sposób myślenia, że to mężczyzna powinien dbać o kobietę i zapewnić jej pewność finansową, więc rzadko pozwala mi płacić za coś "dla nas" (np. rzeczy do domu, duże zakupy), takie męskie ego. Mam nadzieję, że jak już zamieszkamy razem na dobre po ślubie, to wezmę na siebie część typowo domowych wydatków. Z resztą chcemy wynająć większe mieszkanie, więc właściwie on będzie musiał się na to zgodzić, mimo ego :) Natomiast nie ma problemu jeżeli ja sama coś kupuję bez niego, ale na przykład dla niego. Jednak głosem rozsądku, mówiącym "nie, to jest za drogie" zdecydowanie jestem ja.
Znam takie małżeństwo, które ma podpisaną intercyzję i po prostu rozlicza się między sobą co do złotówki, dla mnie to jest jakaś masakra...